W reklamach brzmi to tak: technologia zrobiła skok kosmiczny, darmowe narzędzia AI poprawią zdjęcia za nas, a umiejętności są opcjonalne. Klik, klik... i dzieło sztuki gotowe.
Rzeczywistość wygląda jednak następująco: wchodzisz z nadzieją do restauracji, wychodzisz z rachunkiem i głodny.
Postęp jest rzecz jasna bezdyskusyjny. Pierwsze chatboty myliły kota z krzesłem i traktowały fotografię jak performance awangardowy. Dziś potrafią zrozumieć kontekst i odróżnić zdjęcie od filozoficznej rozprawy o pikselach.
To już coś.
Nawet dużo.
Ale to wciąż nie ten moment, w którym można powiedzieć: problem fotografii rozwiązany, zamykamy temat i idziemy na wódkę
.
AI uczy się szybko, ambitnie, z determinacją studenta tuż przed sesją. Tyle że algorytmu idealnego, darmowego, przewidywalnego i dającego pełną kontrolę - nadal nie ma.
I właśnie o tym jest ta część artykułu.
Technologia przyszła, jak zawsze. Tak samo było z parą, prądem, komputerem i wszystkim innym, w co ludzkość musiała włożyć palec, żeby sprawdzić, co się stanie.
Zamiast więc panikować albo udawać, że nic się nie dzieje, warto się temu spokojnie przyjrzeć.
W fotografii da się już z AI sporo zrobić. Przewagę rzecz jasna mają ci, którzy rozumieją programowanie. Krótko mówiąc: jedni klikają i mają nadzieję. Drudzy ustawiają warunki i wiedzą, czego się spodziewać.
Ale zwykły użytkownik też nie stoi na straconej pozycji. W końcu fotografia to dziś świat pikseli. A skoro wszystko w niej sprowadza się do nich, to ich liczba, układ i przejścia tonalne decydują o jakości.
Przejście tonalne jest ściśnięte
do czterech pixeli???
Tak. To fotografia kiepska.
Jeśli zwiększymy do szesnastu - to już o niebo (albo piekło) lepiej.
Pokutuje jednak stare filtrowe
przyzwyczajenie w tych modelach, że jeśli przejście
szersze, to konieczny jest algorytm odszumiania.
Bo pixel też ma swoją krawędź. I tu już AI głupieje.
Co zamiast odszumiania?
Inne odszumianie. Ukryte pod swojsko brzmiącą nazwą Edge-preserving interpolation albo Noise-guided blending.
Człek oczywiście rozumie o co chodzi a nawet jest zdania, że przeliczenie interpolacji w lateralną w obecności kapusty powinno być jeszcze lepsze.
To są proste sprawy.
Tak czy owak - narzędzia poprawiające jakość zdjęcia w necie oczywiście są.
Na razie jednak, ogólnie rzecz biorąc, trzeba albo zapłacić ciężkie pieniądze, albo są to narzędzia, które przypominają Photoshop.
Albo wynik ich pracy
mizerny.
A kasa wydana.
Żeby nie było: kilka przykładów
- Google Photos Nada się do podstawowych ruchów: rozjaśnij, przytnij i najlepiej nie zadawaj pytań.
Cyfrowy odpowiednik
jakoś to będzie.
Na Fejsa wystarczy. W końcu to tylko kotek, nie ma co udawać, że celujemy w sztukę. - Canva Infantylna, zabawowa. Bardziej dla nacji, które bez smartfona i pastelowych szablonów nie potrafią już funkcjonować.
- Pixlr E Nie polecam. Niby darmowy, ale na dzień dobry pyta o numer karty. Zaufanie znika szybciej niż przecenione masło w sklepie.
- Snapseed
Kliknij i zapomnij
. Zero kontroli, zero historii, zero szacunku dla kogokolwiek, kto uważa się za twórcę. - Img2Go O realnej poprawie jakości zdjęcia nie ma mowy. Jest raczej iluzja poprawy i dużo dobrych chęci.
- Remove.bg (wersja przeglądarkowa) Usuwa tło, ale to zwykłe dziadostwo. Chyba że wyłożysz sensowną kasę. Wtedy cudownieje. Ale też jak dla mnie rozpacz.
- RunDiffusion / Stable Diffusion Inpainting Pozwala wczytać zdjęcie i opisać zmiany. Potem i tak robi, co chce.
- Cleanup.pictures Strona kapryśna. Raz się otworzy, raz nie. Retusz zależny od humoru serwera.
- Fotor Tu jest postęp. I to realny. Można polecić. Pokazuje, co potrafi (a potrafi niemało), ale pobranie efektu już za kasę. Prosty, intuicyjny, wystarczą śladowe podstawy angielskiego.
- Deep Image Prior Niezły. Daje radę. Płatny. Czyli klasyka: coś za coś.
To szeroko i intensywnie propagowane narzędzia online.
Oczywiście istnieją jeszcze dziesiątki programów, które trzeba ściągnąć, zainstalować i potem z namaszczeniem babrać się w suwakach. Suwak jasności, suwak kontrastu, suwak suwaka... a wszystko po angielsku i z filozofią obsługi rodem z Photoshopa, gdzie najpierw trzeba lat by zrozumieć program, a dopiero potem zdjęcie.
Krótko mówiąc: znowu pod górkę.
Dla programu świetnie. Dla fotografa już niekoniecznie.
Tak naprawdę dziwię się trochę firmom takim jak Adobe, Meta, Google, NVIDIA - że nie ma profesjonalnego chatbota online, który zajmowałby się
poważną poprawą jakości zdjęć zamiast anime, zabawy i durnot typu: zrób z siebie ludzika LEGO
czy przerób selfie w kreskówkę z lat 90.
.
Skoro ja jestem w stanie to ogarnąć sam, (ktoś pożyczy pół bańki?), to dla korporacji, dla których parę tysięcy to reszta z kieszeni, brak takiego rozwiązania jest już nie problemem -tylko kompromitacją.
I jest.
Ale chodzi oczywiście o kasę. Szybkie zabawy i efekty viralowe przyciągają masowego użytkownika, a poważna edycja zdjęć wymaga precyzji
i nie generuje tyle clicków
. Łatwiej bowiem sprzedać coś efektownego i zabawnego dla milionów infantyli niż narzędzie do subtelnej korekty
zdjęć dla profesjonalistów, których jest garstka.
Nie chcę w tym artykule wszystkim tym narzędziom się pilnie przyglądać i rozbierać każde do ostatniej koszuli. Jest ich już teraz szacunkowo zdecydowanie tysiąc i stale rośnie.
To ogromny, dynamiczny i stale rosnący ekosystem, obejmujący zarówno duże platformy, małe aplikacje niszowe, jak i wbudowane funkcje w większych pakietach.
Setki: tylko jawnie reklamowanych narzędzi online i aplikacji mobilnych AI enhancerów.
Tysiące: jeśli doliczyć pluginy, dodatki, funkcje w większych programach i narzędzia niszowe.
To ogromna, ale dalej fragmentaryczna liczba, która nigdy nie została oszacowana w jednym miejscu i stale rośnie wraz z nowymi modelami AI i startupami.
Tak więc można by uznać, że to jeszcze nie ten moment dziejowy, w którym ktoś z namaszczeniem poda Wam na srebrnej tacy narzędzie idealne:
darmowe, skuteczne, pozbawione suwaków w ilości wystarczającej do regulowania klimatu na planecie.
Takie, które działa według świętej triady: wrzuć, kliknij popraw
pobierz i ani kroku więcej.
Świat, jak to świat, woli rozwiązania pośrednie. Zamiast jednego cudownego młotka dostajemy zestaw przyzwoitych kluczy, z których każdy coś potrafi, ale żaden nie otwiera wszystkich drzwi naraz. I być może to nawet zdrowe, bo gdyby istniało jedno narzędzie absolutne, ludzie zaczęliby poprawiać nim wszystko. Łącznie z kotletami, które jedli wczoraj.
Na szczęście dla tych, którzy chcą po prostu czegoś prostego, sensownego i wystarczająco dobrego, by nie musieć studiować instrukcji dłużej niż menu w barze mlecznym, wybór jednak istnieje.
Kilka narzędzi, bez fanfar i sztucznych ogni, robi swoją robotę cicho, sprawnie i bez zadawania zbędnych pytań. Nie obiecują cudów, nie żądają doktoratu z suwakologii. Po prostu poprawiają zdjęcie i pozwalają iść dalej z życiem.
Przykłady
- ImgUpscaler.ai
Proste narzędzie online do poprawy ostrości, szczegółów i zwiększania rozdzielczości zdjęć nawet do 16K, bez instalacji ani konta. Można ulepszyć kilka zdjęć na raz. Zwyczajne, bezczelnie proste, do bólu intuicyjne, a daje radę :) - Funy AI
Mniej znanyAI image enhancer
, który w kilka sekund wyostrza tekstury i poprawia jakość zdjęcia. Można go używać bez skomplikowanych opcji. Bez konta, bez opłat. Trochę wolne, bo trzeba czekać na wynik - ale daje radę. - PhotoGrid Free AI Image Enhancer
Bezpłatny prosty enhancer online, pozwalający uzyskać zdjęcia w wysokiej jakości bez logowania i bez znaków wodnych. Wynik jednak już słabszy niż dwa powyższe. Pozwala tworzyć siatkę ze zdjęć - UnblurImage AI
Koncentruje się głównie na wyostrzaniu rozmazanych zdjęć. Bardzo proste i często pomijane narzędzie, działające bez logowania. Polecam. - Artguru AI
Platforma umożliwiająca ulepszanie zdjęć (wyostrzanie, powiększanie do 8K) oraz usuwanie rozmycia. Mniej znana niż wielkie edytory, przydatna do prostych zadań. Przy pobraniu wlepia swój znak wodny (który można usunąć za pomocą wyżej wymienionych narzędzi). Jak dla mnie: rewelacja
Teraz ciekawostka: istnieją narzędzia online, które potrafią oceniać jakość obrazu. Bo jak stwierdzić, że zdjęcie naprawdę wymaga poprawek,
gdy monitor jest posmarkany, źle skalibrowany, wypalony, w dodatku słońce świeci prosto w ekran, okulary akurat gdzieś zniknęły,
a fotograf widzi potencjał
dokładnie tam, gdzie algorytm widzi już tylko szum i nieostrość?
Jednym z takich rozwiązań jest NIMA. Na razie nie występuje on w formie prostej strony typu wrzuć zdjęcie i zobacz wynik
.
To raczej technologia do wbudowania. Zestaw algorytmów i modeli AI przeznaczonych dla twórców narzędzi, a nie gotowy serwis dla każdego.
W praktyce oznacza to: jeśli umiesz programować, możesz zbudować sobie takiego asystenta sam.
A w skrócie? To tylko kwestia czasu, aż podobne narzędzie stanie się dostępne dla wszystkich.
Na koniec kilka przykładów zabiegów AI na konkretnym zdjęciu, które kiedy wywołało na naszym portalu dosyć duże kontrowersje. (Podziękowania dla Janki za udostępnienie)
Komentarze
Najpopularniejsze
Na Warsztacie
Artykuł wybrany
Patt