aaaaaaaaaaaa… słusznie. Mój błąd z rozpędu uczyniony. Idę klęczeć na rozgotowanym grochu. Masz oczywiście rację, a ja wygramoliłem się przed szereg. I poleciałem sobie z teoriami. Będę smażył się w piekle! Przyjm zatem Alka moje przeprosiny, bo poza tym nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Niech mnie kule biją! :)
Patt @ lubię czytać Twoje komentarze : ). Wypowiedź dała mi do myślenia, przeanalizowania zdjęcia i zgadzam się z wszystkim co napisałeś. Masz rację to pejzaż z krzesłem, to krzesło przykuło moją uwagę i uruchomiło wyobraźnię. A teraz trochę się obronię - diabeł tkwi w szczegółach :)) w tytule nie użyłam słowa " nieobecność " :).
No tak nie do końca proszę Alki. Nieobecność w fotografii posługuje się szczególnym czasem — tym „przed chwilą”, „dopiero co”, „przed momentem”. To ślad czyjegoś istnienia, który właśnie się wymknął z kadru. Na Twoim zdjęciu krzesło – choć dobrze zakomponowane – nie daje pola do snucia historii. Pierwsza myśl: stoi tam od zawsze. Druga: zostało przyniesione i ustawione z premedytacją, aby zilustrować koncept. Metafora „tyłem do morza” (bo chyba tyłem do morza stoi - a jeśli nie - to załóżmy) jest wyraźna. Brakuje impulsu, który sugerowałby, że przed chwilą coś się tu wydarzyło, że ktoś tu był. Gdyby pojawił się szalik, parasol, niedopity kubek kawy (najlepiej parującej), porzucona krzyżówka, otwarta teczka czy torba z zakupami — mielibyśmy ślad, znak obecności sprzed momentu. Wtedy widz mógłby dopowiedzieć resztę historii. W obecnej postaci to raczej pejzaż z krzesłem — ciekawy, może nawet symboliczny (metafora odwrócenia się od świata, zmęczenia widokiem, albo odrzucenia perspektywy). Ale czy to „nieobecność”? Niekoniecznie. Zgadza się — na krzesłach zwykle siedzą ludzie, gniotąc materiał i zostawiając po sobie ciepło. Ale bywa, że krzesło nie służy do siedzenia: może być podstawką pod doniczkę, miejscem odkładania książek lub scenograficznym rekwizytem. Tak więc - diabeł będzie tkwił w szczegółach :)