Opis Autora: Zapraszam od serducha do udziału w konkursie pt. "KONCERT" Wiadomo tematyka związana z muzyką, czy to estradową, podwórkową, kameralną, leśną a nawet domową bo "moja/mój dała/dał wczoraj koncert" :)))) Technika dowolna - liczy się efekt finalny Dodajemy 3 prace Głosowanie - jak zawsze.
Marku, występ niewiasty lżącej swego małżonka to jedynie recital:))))) Uwielbiam te Twoje wątpliwości, aż się boję, że jakiekolwiek wydawane dźwięki podczas wszelakich czynności mogą okazać się ostatecznie koncertem:)) Przyznaję bez bicia, że nic w temacie nie mam, ale za tydzień będzie u mnie koncert Agnieszki Chylińskiej, no i chyba trzeba będzie zabrać aparat:)) Powodzenia Staszku:)
Osobiście dopuszczam wszelaką twórczość co jest na bazie powstałej z matrycy aparatu poprzez ciemnie cyfrową z jednego czy więcej kadrów. Jak pisałem dla mnie liczy się efekt końcowy, najlepiej powalający, zaskakujący taki wow. To jeśli chodzi o technikę - wolna amerykanka z wyjątkiem AL (pewnie tego nie zastrzegłem)
Tematyka: no cóż wiem i liczę na kreatywność :))) Jeśli ktoś potrafi pokazać koncert małżonki, kochanki, flamy i jak gołębie spadają to...... już ma mój głos:)))) Podobnie inne koncerty niemuzyczne, pokazanie takiego tematu w jednym kadrze będzie nie lada sztuką. Jednak nie tylko ja będę kwalifikował i oceniał zamieszczone prace. Każdy głosujący oceni pracę również pod względem tematycznym.
PS. PROSZĘ BEZ PRAC Al (sztucznej inteligencji co ze słów tworzy obrazy
Koncert…. Hmmm… Zapytam z niepokojem tak subtelnym, że niemalże melodyjnym. Bo temat rzeka, a może nawet ocean. Zidane na przykład dał koncert w meczu z Argentyną. Kwinto dał koncert przy kasie banku krajowego w Pcimiu. Tak. No to teraz: czy zdjęcie radia z widocznym displayem, który ma napis: koncert A-moll Genowefa Sebastiana Bacha – to też będzie zaliczone jako koncert w konkursie? Przecież wiemy obaj, że koncert koncertowi nierówny. Jedna niewiasta, lżąca swego małżonka z balkonu tak kwieciście, że aż gołębie spadają z dachów, też daje koncert – choć bez biletów. W Twoich instrukcjach, Stanisławie, czytam o „dowolności warsztatu”. To także dopuszczasz malarstwo... powiedzmy to szeptem... jajowe, prawda? Powiedz tylko słówko. Najwyżej zbiorę w tyłek od pozostałych, że to nie fotografia. A jeśli nie owo cyfrowe widmo, to może chociaż jakiś drobny, niewinny montażyk? Taka kompozycja skromna, jak kanapka z masłem i serem, który lata swej świetności ma już za sobą, ale wciąż potrafi zaintrygować aromatem? Daj sygnał, Stanisławie. Jedno słowo. Najlepiej takie, które nie skończy się dla mnie wykluczeniem z towarzystwa, bo – jak mawiała pewna starsza dama – porządny człowiek nawet jak oszukuje, to powinien to robić z fasonem i w pełnym słońcu.